Dajmy już spokój Facebookowi

Facebook się kończy, Użytkownicy uciekają z Facebooka, Koniec ery portalu Zuckerberga. To tylko niektóre tytuły artykułów, na które nie sposób nie natknąć się przemierzając nawet czołowe, horyzontalne portale. Spotykam je od dawna, bo najwyraźniej napędzają klikalność. Przypomina mi to wieszczenie końca NK. Portalu, którego agonia, według obserwatorów, trwa od 7 lat, czyli od momentu jego powstania. Cóż, najwyraźniej portale społecznościowe rodzą się od razu w wirtualnych hospicjach.

Poza czytaniem o upadku serwisów społecznościowych, zastanawia liczba artykułów dotyczących spadków zasięgów – osławiony edge rank Facebooka to materiał na kolejne miesiące rozważań ekspertów. Możemy zatem czytać o tym, że coraz trudniej Facebooka wykorzystywać jako narzędzie w prowadzeniu kampanii. O tym, że coraz mniej osób angażuje się w jakiekolwiek aktywności. Nawet o tym, jakie spustoszenie w życiach użytkowników robi korzystanie z serwisu Marka Zuckerberga. Nie twierdzę, że jest to nieprawdą. Być może faktem jest nawet, że Facebook za kilka czy kilkanaście lat przestanie istnieć. Być może prawdą jest, że jeszcze trudniej będzie go wykorzystywać jako narzędzie, a jego użytkownicy będą używali go tylko z  przyzwyczajenia (jak wielu robi już dziś). Ale czy w centrum naszych zainteresowań powinien być stale tylko jeden serwis? Mam propozycję.

Zmiana optyki.

Tym, co odczuwam coraz bardziej, jest brak rzeczowej dyskusji specjalistów o wykorzystywaniu mediów społecznościowych w ogóle. Nie tylko serwisów społecznościowych, ale również na przykład blogów. Wielu zajmuje się głównie wieszczeniem końca Facebooka, zapominając o tym, że nawet jeśli to nastąpi, to niewiele to zmieni, również w naszej pracy. Dlaczego? Bo nie spowodowałoby to śmierci serwisów społecznościowych jako takich. Może zatem, zamiast snuć rozważania o tym, jak jest źle i zastanawiać się, czy będzie gorzej, moglibyśmy poświęcić chwilę na zastanowienie się nad tym, w jaki sposób kształtować i (wykorzystywać) zjawisko, które pojawiło się wraz z powstaniem mediów społecznościowych?

Człowiek . Istota społeczna.

Internet jako narzędzie, a wraz z nim portale społecznościowe, spełniają jedne z naszych najważniejszych potrzeb. Pomagają nam w budowaniu i utrzymywaniu relacji. To nic, że większość z nas nie jest aktywna na FB, Instagramie czy Twitterze. Jako bierni użytkownicy tych mediów również budujemy tam swoje światy. Tworzymy listy znajomych, segregujemy informacje, „lajkujemy” kolejne marki.  I śmiem twierdzić, że niewiele będzie się w tej materii zmieniało. Serwisy społecznościowe będą tak długo, jak długo będzie internet. Zmieniać będzie się natomiast forma korzystania z nich. Czy nie jest to ciekawszym materiałem do analiz?

Dlaczego Facebook jest Facebookiem.

Na zakończenie podzielę się jeszcze swoją refleksją na temat końca Facebooka. W tym temacie wypowiadałem się kiedyś dla portalu proto.pl i właściwie podtrzymuję swoje tezy. Siłą Facebooka jest to, że zrozumiał to, czego potrzebujemy jako ludzie, a także użytkownicy internetu. I dzięki temu portal Zuckerberga nieustannie jest krok przed innymi. Dyskusje dotyczące jego upadku niewiele zmienią. Dziwi mnie również fakt, że rzadko zauważamy to, że największy portal społecznościowy świata bazuje na oczywistościach. Wprowadza funkcjonalności, które kolejno uzależniają nas od niego, ale których wprowadzenie wydaje się procesem naturalnym. Co ciekawe, twórcy Facebooka nie odkrywają rzeczy wyjątkowych. Rzadko pokazują coś przełomowego. Gdyby serwisy lokalne posiadały zasoby i budżety największego serwisu społecznościowego świata, już dawno wprowadziłyby większość z nich.

Powyższymi rozważaniami nie chcę dokonywać apoteozy Facebooka, ani tym bardziej nie twierdzę, że ten serwis jest nieśmiertelny. Proponuję jednak, abyśmy częściej, zamiast zajmowania się analizą jego przyszłości, skupili się na teraźniejszości i na tym, jak wykorzystywać szansę, którą otrzymujemy od zjawiska związanego z mediami społecznościowymi.

Rafał