Nie myśl na skróty, bo zabłądzisz

Większość z nas lubi myśleć o sobie pozytywnie. Opowiadamy, jak to jesteśmy otwarci i tolerancyjni. Mówimy, jacy jesteśmy empatyczni. No i zawsze próbujemy zrozumieć drugiego człowieka. Nigdy go bezzasadnie nie potępiamy. W codziennych dyskusjach wtrącamy odniesienia do naukowych artykułów i badań, które mają dowodzić naszych szerokich horyzontów myślowych. Budujemy swoją wiarygodność i wierzymy, że jeśli wydajemy jakąś opinię, to jest ona poprzedzona głęboką analizą. Bo przecież my, tak wykształceni i oświeceni, mylić się nie możemy. Zresztą, w ten sposób myślą również ci, za którymi nie stoi żaden dyplom. Ale to złudzenie. W rzeczywistości brakuje nam większości z wymienionych przymiotów. Daleko nam do otwartych, empatycznych i tolerancyjnych intelektualistów. O niewielu z nas można powiedzieć, że nie zapomnieli, co oznacza empatia. Mocne słowa, prawda? Ale to jeszcze nie wszystko – bo poza tym jesteśmy poznawczymi skąpcami.

Być może, drogi czytelniku, wzburzyłeś się czytając powyższe słowa. Ale nie zniechęcaj się. Warto doczytać ten tekst do końca. Poza tym bardzo bym chciał, żebyś czasem do niego wracał. A ja obiecuję, że nie będzie długi i nudny. Albo nie, obiecuję tylko to pierwsze.

W 1991 r. Susan Fiske z Princeton University i Shelley E. Taylor z University of California zwieńczyły swoją kilkuletnią pracę, publikując książkę „Social Cognition” i definiując w niej pojęcie skąpców poznawczych (ang. cognitive miser), które przed chwilą przywołałem. W ten sposób autorki określiły ludzi jako tych, którzy w sposób automatyczny i bezrefleksyjny dzielą innych na poszczególne kategorie. Oznacza to, że jeśli spotykamy kogoś, kto ma inne niż nasze poglądy i w związku z tym identyfikujemy jego przynależność z osobami wyznającymi inne niż nasze wartości, to zamykamy go w tym segmencie. I tyle. Nie próbujemy go nawet zrozumieć. Ale nie. To nie z powodu złej woli, a raczej naszego lenistwa. Dzięki temu redukujemy nasz mentalny (albo intelektualny) wysiłek. Powyższego zabiegu dokonujemy tym chętniej, jeśli jesteśmy obciążeni informacjami, które nieustannie nas bombardują. Ale też tym bardziej zamykamy się we własnych światach.

Autorki książki „Social Cognition” idą dalej i dowodzą, że bycie skąpcem poznawczym określa również naszą podatność na społeczne wpływy. Najprościej można to ująć na przykładzie szefa albo autorytetu, który wydaje jakieś polecenie. Nawet, jeśli będzie niedorzeczne, większość osób, z uwagi na bezrefleksyjność i wpływ autorytetu, wykona je. Nie jest to przyjemna analiza ludzkiej kondycji, prawda? Ale wystarczy się rozejrzeć, żeby zobaczyć, że trudno podważyć jej zasadność. Każdego dnia budujemy między sobą kolejne mury. Spieramy się i sprzeczamy nie próbując się wzajemnie poznać i zrozumieć. Skreślamy tych, którzy wydają nam się obcy i reprezentują inne poglądy. Na margines spychamy tych, którzy odważą się myśleć inaczej.

Nie, nie chcę głosić niczym nieograniczonej tolerancji i aprobaty dla wszystkich zachowań i poglądów. Przeciwnie, zachęcam do tego, żeby się różnić, ale mądrze. Marzy mi się zatem, żeby choć kilku z czytelników tych słów zastanowiło się kiedyś nad tym, czy naprawdę nie warto spróbować zrozumieć tego, pod adresem którego cisną nam się dość nieprzyjemne słowa. Albo po prostu mu coś wytłumaczyć. Moim zdaniem skuteczniej jest się mierzyć na argumenty niż siłę wypowiadanych w emocjach kategoryzujących ocen. Ja w to wierzę. Mam nadzieję, że nie jestem w tym odosobniony.

Rafał