O argumentach w komunikacji

Komunikacja jest jak w gra w szachy. Z tą różnicą, że nie zawsze wygrywa inteligentniejszy, a na przykład ten, który sprawniej manipuluje. Każdego dnia jesteśmy tego świadkami, ale i uczestnikami. Używanie merytorycznych argumentów, a także powoływanie się na fakty wymaga myślenia, być może dlatego nasza leniwa natura często wybiera drogę na skróty. Zazwyczaj jej nie zmieniamy i często w ten sam sposób staramy się wywoływać emocje słowami. Nawet, jeśli zmieniają się okoliczności.

Kilka tygodni temu na jednej z tablic serwisu społecznościowego osoby, którą obserwuję, pojawił się komentarz do rosnącej fali islamskiego fundamentalizmu. Słowo komentarz być może jest tu jednak nadużyciem. Bo jak ów autor odniósł się m.in. do morderstwa rysowników Charlie Hebdo i codziennie dokonywanych morderstw przez przedstawicieli ISIS? Otóż wkleił zdjęcie przedstawiające średniowieczny obraz wojny krzyżowej. Dopisał również ironiczne zdanie, które sugeruje, że współczesne zagrożenia terrorystyczne nie różnią się od tego, co przynosiła średniowieczna Europa. Ale czy wysublimowany odbiorca takiego komunikatu zadowoli się taką komunikacyjną papką? Ufam, że nie. Idąc za ciosem pokażę dwa argumenty, które nadzwyczaj często są używane w przestrzeni medialnej, nie mając nic wspólnego z wartościową argumentacją. Warto się z nimi zapoznać i uruchomić swój krytyczny zmysł.

Ad hominem, czyli jak wykorzystać prawo Godwina

Bardzo lubię zapoznawać się z takimi ciekawostkami, jak prawo Godwina. Tym bardziej, że widzę w nich celne odniesienie do rzeczywistości. I ma rację Godwin, który uważa, że:

Wraz z trwaniem dyskusji w Internecie, prawdopodobieństwo użycia porównania, w którym występuje nazizm bądź Hitler dąży do 1.

Sam byłem świadkiem takich rozmów dziesiątki razy. Ale osobiście wolałem podsumowanie – „I tak wszyscy umrzemy” jako sygnał, że stoimy przed komunikacyjną ścianą. A wtedy dyskusja najczęściej nie ma już sensu. Merytoryka została za drzwiami. Ale stosowanie prawa Godwina również może nieść niebezpieczeństwo – na przykład wtedy, gdy uważamy, że nasz rozmówca „przegrał” dyskusję, bo użył w niej porównania do nazizmu. Gdy tak twierdzimy, bez odniesienia do faktów, również używamy argumentu pozamerytorycznego, w tym przypadku ad hominem. I w tym przypadku prawo Godwina, mogące być orężem w walce z niemerytorycznymi argumentami, umiera pod ich wpływem…

Innym przykładem, w którym dyskutant powołuje się na niezwiązane z poruszanym tematem opinie lub zachowania, obserwowałem kilka dni temu. Bohaterami byli Dolce i Gabbana, włoscy projektanci. W dość ostrych słowach opowiedzieli się oni za tradycyjnym modelem rodziny, krytykując jednocześnie metodę in vitro. Za chwilę pojawili się jednak ci, którzy twierdzili, że gejom nie wypadają takie poglądy, bo powinni iść z duchem światopoglądowego mainstreamu. Ale znowu – nie ma tu odwołania do merytoryki, a jest odnoszenie się do oczekiwanych postaw. A czy homoseksualiści nie mogą mieć poglądów wspierających tradycyjny (maż i żona) model rodziny? Odpowiedź jest oczywista.

Ad personam, czyli dlaczego prezydentem powinien być prezydent

Kolejnym ciekawym i często używanym, niestety niemerytorycznym argumentem jest ten, w którym dyskutant stara się zaatakować osobę oponenta. Uwypuklając na przykład jego atuty lub braki. Klasycznym przykładem tego typu jest sytuacja, w której młody człowiek odnosi się do wydarzenia, które miało miejsce kilkadziesiąt lat temu i zna je z historii, ale świadek tamtych wydarzeń odmawia mu prawa do dyskusji, ponieważ wtedy nie było go jeszcze na świecie.

W ostatnim czasie tego argumentu używała również premier Ewa Kopacz. Zachwalając cechy urzędującego prezydenta próbowała udowodnić, że dobrym prezydentem może być tylko ten, kto ma już takie (to znaczy na tym stanowisku) doświadczenie. Nie przeszkadzało jej najwyraźniej to, że w tej sytuacji prezydent powinien być wybierany dożywotnio – raz wybrany zawsze będzie lepszy od tego, który mógłby objąć stanowisko po nim.

To tylko dwa, według mnie bardzo widoczne przykłady argumentów, które są zdecydowanie nadużywane. Przyczynia się to do pogłębiania różnic, ale przede wszystkim do znacznego obniżania poziomu dyskusji. Niech ten wpis będzie zachętą do tego, żeby więcej było w naszych rozmowach wzajemnego szacunku i odnoszenia się do konkretnych faktów, a mniej manipulacyjnych sztuczek. Tego życzę również sobie.

Rafał