Rzecz o kryzysach

Jakkolwiek paradoksalnie to brzmi, to muszę z lekkim rozczarowaniem przyznać, że większość managerów, z którymi miałem kontakt w swoim zawodowym życiu, kryzysy traktowali przede wszystkim jako zagrożenie, które trzeba odsuwać jak najdalej się da. Dotyczyło to zarówno kryzysów pochodzących z wewnątrz organizacji, jak też tych, które mogły spowodować czynniki zewnętrzne. I oczywiście jestem pełen zrozumienia dla tych obaw, bo rzeczą naturalną jest to, że chcemy unikać sytuacji trudnych. Martwi (a właściwie dziwi) mnie jednak fakt, że nie zawsze próbujemy przekuć je w szansę. Kryzysów nie traktujemy jako wyzwań, ale konieczne do zneutralizowania zagrożenia. Niektórzy nawet nie próbują się im przyjrzeć i spróbować wykorzystać ich pozytywnie w swoich organizacjach.

Dezintegracja prowadząca do rozwoju

Kryzys jest naturalną częścią naszego życia. Od tego, w jaki sposób się z nim skonfrontujemy, zależy nasz rozwój. Nie chcę tu mędrkować, bo specjalistą w dziedzinie psychologii nie jestem, ale odkąd poznałem teorię Kazimierza Dąbrowskiego dotyczącą dezintegracji pozytywnej, również na swoje porażki zacząłem patrzeć inaczej. Zresztą – podobnie o sytuacjach newralgicznych, przełomowych pisał Erik Eirkson, dostrzegający w nich zarówno zagrożenia, jak też szanse. Te pierwsze eksplorujemy nader często. A co z możliwością rozwoju? Przecież każdy kryzys, z którego wychodzimy zwycięsko, buduje naszą pewność siebie, umiejętność radzenia sobie w nowych sytuacjach, a przede wszystkim – pomaga w kształtowaniu naszej osobowości.

Kryzys jako szansa

Pamiętam, że wiele lat temu przeczytałem wywiad z jakimś amerykańskim managerem (wybaczcie brak nazwiska, ale większe wrażenie zrobiło na mnie to, co powiedział niż to, jak się nazywał) o tym, dlaczego chętnie przyjął pracę w firmie, która zaczęła borykać się z poważnym kryzysem. I właśnie, zróbmy eksperyment – jeśli zdarzyło się, że akurat teraz pracujesz w stabilnym przedsiębiorstwie, którego problemy doskonale znasz i nie stanowią dla ciebie już większego wyzwania, to czy odważyłbyś się na zmianę i wejście w sam środek zmagań ze spadkiem przychodów, problemami kadrowymi lub kryzysem wizerunkowym? No właśnie…To niezwykle trudna decyzja i raczej próbowałbyś ją od siebie oddalić. Natomiast wspomniany amerykański specjalista podjął się pracy w firmie, która najlepsze lata miała dawno za sobą, bo traktował to jako wyzwanie i szansę na rozwój. Prawda, że proste? W każdym razie, to sytuacja win-win, bo firma korzystała z jego kompetencji, a on uczył się działać w zupełnie nowych warunkach.

Motor kreatywności i innowacyjności

Wielu managerów, żyjących w tzw. ciepłych środowiskach, może nigdy nie doświadczyć pracy w momencie ważnych czy przełomowych momentów dla firmy. A to one najbardziej nas budują. Doświadczyłem tego wielokrotnie również w swoim zawodowym życiu. Przechodząc z dużego, rozpoznawalnego start-upu do innego, ale posiadającego wyzwania wizerunkowe, często byłem krytykowany albo moją decyzję przyjmowano ze zdziwieniem. Ja jednak zawsze traktowałem to jako szansę. Zarówno dla nowej firmy, jak i dla mnie. Możliwość zobaczenia organizacji w trudnym momencie działania albo takiej, która wymaga zmian strukturalnych jest cennym doświadczeniem. Poznanie nowych schematów działań, budowanie nowatorskich programów w sytuacjach kryzysowych, poszukiwanie rozwiązań, działanie pod presją czasu – to wszystko sprawia, że jako managerowie mamy możliwość zdobywania kolejnych zawodowych punktów. A nade wszystko – kryzys jest motorem kreatywności i innowacyjności. To on sprawia, że uczymy się nie myśleć szablonowo, że przekraczamy granicę albo korzystamy z nowych narzędzi.

Powyższa refleksja nie jest oczywiście zachętą do zawodowej zmiany, jeśli akurat pracujemy w stabilnym przedsiębiorstwie. Jest jednak inspiracją do tego, żeby w kryzysach, również tych za nami, dostrzec należne im szanse.

 

Rafał