Zwierzenia znużonego czytelnika

Od dawna zabierałem się do tego tekstu. Tym intensywniej, im więcej napisanych w skrajnie nieetyczny sposób tekstów czytałem. Jednak, po chwili refleksji decydowałem, że nie warto pisać w momencie, gdy jest się niesiony emocjami, bo łatwo można skończyć podobnie jak ci, których chcę wypunktować. Teraz jednak przyszedł odpowiedni moment. Przelała się czara goryczy.

Tekst, który właśnie rozpoczynam, przypomni oczywistości i zajmie się kwestiami, które większość czytających te słowa zna. Będą dotyczyły komunikacji, a ściślej – kryteriów, którymi należy się kierować, aby była etyczna. Co to oznacza? Najprościej rzecz ujmując – pozbawiona znamion manipulacji, propagandy albo technik, które wyprowadzają czytelników (bo zajmę się aspektem słowa pisanego) na manowce. Przeczytałem tysiące  tekstów różnej maści dziennikarzy, blogerów czy amatorów słowa pisanego – niestety wielu z nich nie zachowuje żadnych istotnych według mnie standardów… albo tylko wybrane. Spróbuję zatem uporządkować najważniejsze kwestie w tym temacie.

Prawda jest tylko jedna

W odróżnieniu od panującego dziś przekonania, jestem zwolennikiem teorii, według której prawda jest tylko jedna. Opinii może być wiele, ale rzeczywistość nie jest wytworem tego, co nam się wydaje. Opiera się na faktach. Dlatego, zgodnie z klasyczną definicją, prawdę uznaję za zgodność treści (wypowiadanych słów, myśli) z rzeczywistością. Ktoś może pomyśleć, skąd w tekście dotyczącym komunikacji tak mocne podkreślenie pojęcia prawdy. Otóż prawda jest pierwszym kryterium, które powinno przyświecać wszystkim tworzącym jakiekolwiek teksty. Oznacza to zachętę do tego, abyśmy zwracali uwagę na to,  żeby tworzona przez nas treść była zgodna ze stanem faktycznym, a nie tylko naszym wyobrażeniem czy osobistym przekonaniem. Zdaję sobie sprawę, że często podawanie nieprawdziwych informacji jest związane z ignorancją lub niekompetencją i nie jest świadome. Swoją zachętę adresuję jednak do tych, którzy wykazują chociaż minimalne oznaki dążenia do przekazywania wiarygodnych i sprawdzonych informacji. Tak, aby były zgodne z rzeczywistością.

Opinie nie są faktami

A skoro już jesteśmy przy prawdzie. Kiedyś przeczytałem podający nieprawdziwe informacje tekst jednego z blogerów. W swoim tekście stawiał pewne bliskie jemu tezy, przedstawiając je jako fakty. Wzburzony zwróciłem mu na to uwagę i wskazałem na błędy, które popełnił. Wydawało mi się, że gdy odesłałem go do konkretnych źródeł, spuści głowę i poprawi swój tekst. Mojemu zdziwieniu nie było jednak końca, gdy poinformował mnie, że jest blogerem (w domyśle: wolno mu więcej) i przedstawiał jedynie swoje opinie. Ale skoro tak, to może każde kłamstwo powinniśmy tak nazywać? Opinia – to słowo rzeczywiście brzmi ładniej niż po prostu kłamstwo. Cóż, przywołany przeze mnie przykład jest jednym z częstych problemów: polega na nieumiejętności odróżnienia faktu od opinii lub komentarza. Konsekwencją tego jest coś, co określam jako „zaczarowywanie rzeczywistości”. To zjawisko polega na takim kreowaniu pewnych nieprawdziwych, bo np. zmyślonych zjawisk, które permanentnie powtarzane, powodują w końcu przekonanie o ich autentyczności. Niestety, w tym bałaganie jest jeszcze jeden problem: to podmiot, którego dotyczą kłamstwa, musi je wyjaśniać. Nie odwrotnie. Nie muszę chyba wspominać o konsekwencjach komunikacyjnych, które takie zjawisko niesie.

Na koniec wskazówka. Jeśli piszesz o swoich przekonaniach albo wyrażasz opinię, śmiało. Ale z równą odwagą warto używać takich sformułowań, jak „w moim przekonaniu”, „wydaje mi się” czy „moim zdaniem”. Wtedy czytelnik otrzyma jasny sygnał, że ma do czynienia z opinią, a niekoniecznie ze sprawdzoną informacją lub stanem faktycznym.

Manipulacja jako dezinformacja

A teraz kolejna drażliwa kwestia. Moim zdaniem często słowo manipulacja jest nadużywane. Z drugiej strony, według mnie wielu używających te słowo osób nie do końca rozumie, co naprawdę oznacza. Zgodnie z definicją słownikową manipulacją jest świadome, zamierzone i zaplanowane działanie, którego celem jest zniekształcenie rzeczywistości. Jak nie trudno się domyślić, bardzo trudno jest określić, kiedy ktoś manipuluje informacją. Często rozbija się to o detale: np. poprzez pomijanie pewnych istotnych informacji, ich skrajną selekcję, używanie wieloznacznego języka (aby utrudnić zrozumienie) czy podawanie ich w nadmiarze (wywołuje to szum informacyjny). Tak, wiem, że stosując te surowe kryteria trudno o tekst, który byłby całkowicie tego pozbawiony. Dlatego podkreślam coś, o czym wspomniałem na początku – manipulacja jest świadoma, wszystko inne jest po prostu ignorancją. Opinii czytelników oddaję ocenę tego, co jest gorsze. Jedno i drugie jest pewną formą kłamstwa – albo innych, albo siebie.

Zapomniane słowo: rzetelność

Być może z powodu permanentnego braku czasu na odpowiedni research, może z lenistwa lub zaniedbania, ale coraz trudniej o teksty, którym można nadać miano rzetelnych. Czasem mam wrażenie, że to słowo usunęliśmy już z naszych słowników. A przecież bez niego zawsze łatwo będzie o zarzuty wobec twórców tekstów. Rzetelna praca – blogerska, dziennikarska czy publicystyczna, polega na dołożeniu wszelkich starań, aby dany tekst był napisany obiektywnie, po zweryfikowaniu wszystkich dostępnych informacji. I znów przykład z życia. Gdybyśmy zapytali kilku wybranych PRowców, ilu dziennikarzy kontaktuje się z nimi przed publikacją informacji prasowej po to, aby o coś dopytać czy sprawdzić, otrzymaliśmy bardzo smutną odpowiedź. Więcej – gdybyśmy posługiwali się procentami, to zapewne byłyby w granicach błędu statystycznego. Wiele tekstów, również dziennikarskich, pisanych jest od razu z tezą, bez sprawdzenia, czy prezentowane opinie poparte są wiarygodnymi informacjami i danymi. Natomiast rzetelność wymaga, aby każda przekazywana informacja była pełna, jasna, ale także z uwzględnieniem kilku źródeł. Wiem, że przyzwyczajamy się do tego, że wszystko mamy podane na tacy, ale mimo wszystko uważam, że lepiej będzie się działo, jeśli opinie będziemy wyrabiali sobie sami.

Obiektywizm – czy to możliwe

Właściwa, zgodna z zasadami etyki informacja to ta, która jest również obiektywna. I teraz wkładam przysłowiowy kij w mrowisko. Bo co to znaczy? Przecież wszyscy jesteśmy jakoś uwarunkowani – środowiskiem rodzinnym, zawodowym czy swoimi poglądami. Cóż, wbrew pozorom obiektywizm można zachować mimo tego. Wystarczy okazać chociaż odrobinę dystansu i skupić się na tym, aby być jak najbardziej rzeczowym i konkretnym. Pomoże także zaczerpnięcie informacji z różnych źródeł i przedstawienie różnych punktów widzenia. A jeśli i to nie pomoże, pozostaje własne sumienie.

Czy blogerowi wolno więcej

Na koniec podzielę się także swoją refleksją dotyczącą relacji i różnic między dziennikarzami i blogerami. Często spotykam się ze stwierdzeniem, że blogerom więcej wolno. Przedstawiciele tego poglądu twierdzą, że blogerzy są bardziej niezależni, zazwyczaj nie ograniczeni żadnym monopolem czy kapitałem. Mogą zatem pisać, co tylko zechcą. To prawda – mogą, ale czy pisząc wszystko, co im ślina na język przyniesie, nie wpływają na podważenie swojej wiarygodności? Moim zdaniem tworzenie tylko jednostronnych, nie popartych żadnymi danymi tekstów przynosi im więcej szkody, niż pożytku. Oczywiście mam na myśli sytuację, w której bloger stawia siebie na pozycji niepodważalnego autorytetu, który nie oddziela swoich opinii od faktów i wyrokuje w sprawach nawet najmniej zasadniczych. Według mnie pewne dobre praktyki związane z pisaniem powinny obowiązywać wszystkich.

Mam nadzieję, że chociaż niektórych powyższy tekst zachęci do refleksji i poszukania odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób pisać (nie tylko w internecie), aby w najlepszy sposób budować swoją wiarygodność, zachowując obiektywizm i (to nie mniej ważne!) szacunek do swoich czytelników.

Rafał

***

Powyższy tekst został  opublikowany również w serwisie nowymarketing.pl

  • komentarz

    1. piarowiec piszący o prawdzie 😉 – przecież prawda powinna być „dobrze opowiedziana”
    2. nie ma języka neutralnego, w którym da się opisać coś zgodnie z rzeczywistością bez nadania temu (nawet nieświadomie, samymi środkami językowymi) pewnej perspektywy, często wynikającej z (nawet nieuświadomionego i niespójnego) światopoglądu autora.
    3. większość informacji prasowych nie zawiera niczego, co wymagałoby dopytania – ot, kilka faktów, mniej lub bardziej interesujących. A telefon do piarowca, który nie pozwoli na dopytanie kogoś z firmy (zresztą od tego jest, żeby stanowić tę barierę), to nie żadne potwierdzanie informacji czy korzystanie z wielu źródeł. Przecież dopytuje się kogoś, kto spreparował tę informację, o która należałoby się dopytać.
    4. rzeczowość i konkretność sprawia, że piarowcy płaczą, bo znikają wszystkie wydumane historyjki, określenia i cytaty, których dostarczają.
    5. w sytuacji, gdy dotarcie do prawdy nie jest możliwe, a fakt jednak wart upublicznienia, powinno wystarczyć uzasadnione przekonanie, poparte wystarczająco wiarygodnymi źródłami.

    • Z częścią komentarzy się zgodzę:) Tym bardziej, że również napisałem o tym, że trudno o obiektywizm, bo zawsze jesteśmy jakoś uwarunkowani. Rzecz w tym, żeby starać się być rzetelnym i – ważne – zaznaczać, kiedy coś jest naszą opinią (wiadomo, że te zawsze są pochodną np. naszych doświadczeń, a faktem (kwestią niezależną i niepodlegającą dyskusji).
      Natomiast pogląd, że prawda musi być „dobrze opowiedziana”, według mnie (jeśli poprawnie rozumiem to sformułowanie) zakłada możliwość manipulacji faktami. A wtedy oddalamy się od faktów. Natomiast nie przeczę, że nie możemy używać barwnego języka, aby je opisywać.
      Co do informacji prasowych – to pewnie kwestia doświadczeń. Moje są takie, że często nawet proste i przejrzyste materiały prasowe są inspiracją do tworzenia nieprawdziwych tekstów. I wtedy rzeczywiście pijarowcy płaczą:) A co wtedy, gdy dotarcie to „prawdy” nie jest możliwe, a fakt warty upublicznienia? Właściwie zgodzę się z tym, że powinno wystarczyć „uzasadnione przekonanie”. Ja to nazywam sumieniem:)

  • Bardzo mądry tekst. Zmusiłeś mnie do chwili refleksji nad sądami, jakie publikuję na blogu. Apropos Twoich przemyśleń o solidnym researchu, a właściwie jego braku. Z mojego doświadczenia wynika, że przyczyną jest przeważnie brak czasu oraz nadmiar informacji do przetworzenia. W erze social media coraz coraz trudniej być ze światem na bieżąco (paradoks)…

    • Dzięki Jacku! Niestety zgadzam się, że żyjemy w erze paradoksów. Wydaje się, że skoro mamy dziś właściwie nieograniczony dostęp do większości informacji, to wystarczy jedynie umiejętnie je przefiltrowywać, a jednak…